siatka terenowa

test


Czy wąż potrafi zjeść człowieka?
Jest to odwieczny problem, który trapi ludzi nieobeznanych z tymi gadami. Węże przystosowały się w ciągu milionów lat ewolucji do spożywania pokarmu wielokrotnie większego niż ich paszcza. Dzięki specyficznemu połączeniu kości szczęk mogą one bez problemów połykać zdobycz przekraczająca obwodem pięciokrotność ich głowy. Wszystkie węże są drapieżnikami, ale nie potrafią rozkawałkować ofiary i dlatego połykają ją w całości. Możliwość połknięcia człowieka ograniczają rozmiary węża. Pozwolić sobie na to mogą tylko te największe gatunki. Do tych potencjalnych "połykaczy" ludzi z pewnością należeć będą:
    Południowoamerykańska anakonda zielona (Eunectes murinus) - najcięższy wąż świata - osobnik 9 metrowy osiąga nawet 300 kg, a średnica jej ciała w najszerszym miejscu osiąga ponad 30 cm.
    Południowoazjatycki pyton siatkowany (Python reticulatus) - najdłuższy wąż świata - rekordowy osobnik złowiony na Celebesie miał 9,75 m, a złowiony w Tajlandii w 1979 r.- 12,2 m i 220 kg wagi.
    Afrykański pyton skalny (Python sebae) - osiąga nawet 9 metrów długości.
Tylko powyższe gatunki dusicieli są w stanie połknąć człowieka, a ich ludzka ofiara nie może być zbyt duża. Tak więc ofiarami tych gadów stają się głównie dzieci, drobne kobiety i niepozorni mężczyźni. Znany jest przypadek połknięcia przez pytona siatkowanego świni o masie 72 kg, więc ciężar połykanego człowieka nie ma wielkiego znaczenia dla węża, choć preferuje on lżejsze ofiary. Znanych jest kilkanaście udokumentowanych przypadków połknięcia ludzi przez węża. Zdarzało się to głównie w pobliżu zbiorników wodnych, gdzie gady te bytują i wyczekują na ofiary zbliżające się do wody. Przypadki połknięć na lądzie są rzadsze, ale też mają miejsce, gdyż obecność łatwo dostępnej ofiary w postaci zwierzyny domowej i gryzoni skłania węże do odwiedzania ludzkich siedzib. Przed zjedzeniem przez węże ratuje nas kształt naszego ciała. Naturalne ofiary węży mają opływowe kształty z łagodnym przejściem głowy w resztę ciała (dlatego węże zaczynają połykać ofiarę od głowy, bo łatwiej "nazuć" się na nią swą paszczą, poza tym taki kierunek połykania jest zgodny z ułożeniem sierści, bo połykanie "od ogona" jest połykaniem "pod włos", a wtedy ostra sierść wbija się w delikatną śluzówkę przewody pokarmowego). Ludzka mała głowa i stosunkowo szerokie ramiona uniemożliwiają wężowi "nazucie" swej paszczy na człowieka i w efekcie gad rezygnuje z posiłku, ale niestety wtedy człowiek już nie żyje, bo węże zazwyczaj połykają martwą ofiarę i tylko małe zwierzęta połykają żywcem i nie zawsze zaczynając od głowy.
Ten pyton siatkowy zjadł drwala w tajlandzkiej puszczy.
Bezsporne jest niebezpieczeństwo zabicia człowieka przez te duże gatunki węży. Co roku zdarzają się przypadki uduszenia przez węża dziecka, czy też dorosłego człowieka. Długi na ponad 4 metry wąż, którego ciało zbudowane jest z mięśni przystosowanych do zaciskania się w splotach na ofierze, bez trudu uniemożliwi ruchy oddechowe człowieka, gdy zawinie się wokół jego klatki piersiowej. Bo wbrew wszelkim przekonaniom węże "dusiciele" oplatając się wokół ciała ofiary nie miażdżą jej kości, a uniemożliwiają jedynie ruchy oddechowe, co powoduje uduszenie, zwłaszcza, że zapotrzebowanie na tlen wzrasta podczas walki z wężem.
W związku z powyższymi zagrożeniami wiele krajów wprowadziło przepisy zakazujące trzymania dużych gatunków węży, nałożyło na ich właścicieli obowiązkowe przeszkolenia oraz unormowało warunki w jakich gatunki te mogą być trzymane i kto może po spełnieniu tych warunków być ich właścicielem.

Zdalnie sterowany owad. Naukowcy z Uniwersytetu Michigan wymyślili technologię pozwalającą na wykorzystywanie chrząszczy jako informatorów/zwiadowców. W przyszłości mają one pomagać w prowadzeniu akcji ratunkowych lub działań szpiegowskich. Wyprodukowanie robota, który poruszałby się równie sprawnie jak prawdziwy, nie jest proste - nadal trwają prace nad takimi urządzeniami. Na Uniwersytecie Michigan postanowiono ominąć ten problem poprzez wykorzystanie żywych owadów. Oczywiście taki zabieg wiąże się z trudnościami z dostarczeniem zasilania do urządzeń i sterowaniem. Początkowo rozważano zasilanie urządzeń z wykorzystaniem paneli słonecznych - to rozwiązanie nie byłoby jednak funkcjonalne w ciemnościach, przede wszystkim w nocy. Pojawiły się więc plany zastosowania generatorów prądu, wykorzystujących energię z ruchu skrzydeł. Ten pomysł odrzucono ze względu na zbytnie obciążenie owadów. Sukces przyniosło dopiero wykorzystanie w generatorach energii mięśni, które poruszają skrzydłami. W ten sposób ruch skrzydeł powoduje zasilanie aparatury, w skład której mogą wchodzić np. kamery, mikrofony, sensory itp. Potrzebny jest też sposób kontrolowania zachowań chrząszcza. Badacze zamierzają do tego wykorzystać malutkie elektrody podłączone do mózgu owadów. W raporcie zespołu odnotowano, iż wcześniejsze próby zbierania energii z ruchu ciem nie powiodły się, ponieważ generator był zbyt ciężki. rp.pl, polskieradio.pl, bbc.co.uk

Na czym polega wielkie oszustwo rządu Tuska? W różnego rodzaju analizach porównawczych, przeprowadzanych w kontekście kryzysu, zestawia się Polskę z innymi krajami Europy Zachodniej - Niemcami, Francją, Belgią, Holandią, Wielką Brytanią. Na tym tle Polska wypada zaskakująco dobrze. Ale zasadniczy problem sprowadza się do kwestii, iż dobrano nieodpowiednie tło... Polska nie może być porównywana z krajami rozwiniętymi, gdyż dynamika ich wzrostu gospodarczego jest inna. Niemcy, Francja czy Wielka Brytania mogą być tłem same dla siebie, ale nie dla krajów gorzej rozwiniętych. Samochód, który już jedzie szybko, przyspiesza wolniej, samochód, który dopiero startuje albo jest w połowie drogi - naturalną siłą rzeczy - posiada większe możliwości przyspieszania. Łatwiej zwiększyć prędkość z pułapu 50 km/h niż 200 km/h. Z drugiej strony pojazd, który pędzi z dużą szybkością, nawet w przypadku zwalniania może pozostać z przodu. A zatem: większa dynamika gospodarczej progresji w porównaniu z europejskimi gigantami jedynie efektownie wygląda, ale w rzeczywistości niczego jeszcze nie dowodzi, a równie dobrze może być przyczyną błędnej diagnozy. Elementem, na którym rząd Donalda Tuska w sensie propagandowym zyskał najwięcej, jest utrzymanie się naszej gospodarki na poziomie parametrów dodatnich, czyli powyżej pułapu zera. Z ekonomicznego punktu widzenia, dla gospodarki rozwijającej się nie jest to wielkie osiągnięcie, ale posiada ono ogromne znaczenie w sferze odbioru społecznego, a więc pewnego uproszczonego procesu poznawczego, praw, jakimi rządzi się społeczna percepcja. Ludzie najczęściej, bez uwzględnienia właściwego obiektywnego kontekstu, pozytywnie wartościują wskaźniki dodatnie, a negatywnie ujemne. Jeżeli na przykład w Brazylii, na słynnej plaży Copacabana, wystąpi temperatura plus dziewięć stopni, a w tym samym czasie na Syberii minus jedenaście, to niezorientowanemu obserwatorowi z Polski może się wydawać, że na Copacabanie jest ciepło, a na Syberii zimno. Jest to jednak doświadczenie czysto subiektywne, pozbawione czynnika obiektywnego. W rzeczywistości - przy takim rozkładzie temperatur - urlopowiczom na plaży Copacabana będzie zimno, a mieszkańcom Syberii ciepło. Źródło: http://www.biznes2biznes.com

Życie na podsłuchu.
W ostatnich latach modnym słowem w Polsce stał się „podsłuch". Podobno podsłuchiwała nas policja, podsłuchiwało CBA, CBŚ, podobno żyliśmy w państwie policyjnym. Podobno. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że już niedługo nikt nie podsłucha nas tak skutecznie jak... wywiad skarbowy.
Tak szerokie uprawnienia chce dać fiskusowi rząd premiera Donalda Tuska. Sejmowa podkomisja spraw wewnętrznych i administracji finalizuje właśnie prace nad rządowym projektem ustawy wprowadzającej zmiany w kompetencjach dziewięciu służb specjalnych. Założenia projektu teoretycznie są szczytne – praca operacyjna służb ma zostać poddana większej kontroli (przede wszystkim ze strony sądów) a opinia publiczna ma być co roku informowana o liczbie stosowanych przez służby specjalne podsłuchów. Jednak diabeł tkwi w szczegółach – w przypadku projektu owym istotnym szczegółem jest dopisanie jednego punktu do istniejącego już art. 36 ustawy z dnia 28 września 1991 r. o kontroli skarbowej. Jednego, ale niezwykle istotnego.
Podsłuchiwać obywateli wywiad skarbowy (podlegający Generalnemu Inspektorowi Kontroli Skarbowej) może już teraz, na mocy przepisów obecnie obowiązujących, aczkolwiek jedynie za zgodą sądu. Dotąd jednak zdobyte drogą podsłuchu informacje fiskus mógł wykorzystać tylko w postępowaniu, w toku którego podsłuch zastosowano. Tymczasem ów jeden punkt, który legislatorzy zamierzają dopisać do art. 36 przywołanej ustawy, pozwoli fiskusowi wykorzystać informacje z podsłuchów telefonicznych także w innych postępowaniach kontrolnych. Co to oznacza w praktyce?
W praktyce oznacza to tyle, że jeśli podsłuchiwany podatnik ujawni w trakcie rozmowy telefonicznej szczegóły dotyczące działań innej osoby, działań zdaniem fiskusa podejrzanych, wówczas zdobyte w ten sposób informacje fiskus będzie mógł przeciwko tej osobie wykorzystać. Wykorzystać mimo braku zgody sądu, bo przecież o zgodę na podsłuchiwanie tej innej osoby nawet nie występował. Proponowany zapis oznacza zatem de facto ograniczenie sądowej kontroli nad podsłuchami, kontroli będącej przecież jednym z elementów demokratycznego porządku prawnego.
Istnieje jeszcze jeden ważny aspekt całej sprawy – przedsiębiorca, który podejrzewa, że może być przez służby fiskusa podsłuchiwany, może przy okazji ściągnąć problemy także na konkurenta. Jak? W sposób bardzo prosty, wystarczy podczas rozmów telefonicznych opowiadać o szczegółach interesów przedsiębiorcy konkurencyjnego i przedstawiać je w taki sposób, aby wzbudzić zainteresowanie służb skarbowych. Jest więcej niż pewne, że niejeden przedsiębiorca zechce z tej możliwości skorzystać. Skoro bowiem sam ma problemy z fiskusem, to czemu miałby ich nie ściągnąć także na swoich konkurentów? Podobno razem zawsze raźniej.
Warto też porównać proponowane uprawnienia wywiadu skarbowego z uprawnieniami policji. Okaże się wówczas, że w pewnych kwestiach policja może stać się zaledwie ubogim krewnym wywiadu skarbowego. Podsłuchiwać też może (i też za zgodą sądu), ale wykorzystywać zdobytych w ten sposób informacji obciążających inne osoby (bądź nawet te same osoby, ale w związku z innym przestępstwem) już nie, chyba że uzyska tzw. następczą zgodę sądu. Fiskus zaś o żadną zgodę (o ile oczywiście omawiany projekt wejdzie w życie) nie wystąpi. Nie będzie musiał.
Proponowane przez rząd zmiany należy ocenić jako co najmniej problematyczne. Już sama ich zgodność z konstytucją budzi poważne wątpliwości niektórych komentatorów, wskazujących na ryzyko nadmiernej ingerencji proponowanych przepisów w chronione przez ustawę zasadniczą prawa i wolności obywateli. Trudno pokusić się w tym miejscu o miarodajne rozstrzygnięcie tej kwestii z uwagi na dość ogólnikowe zapisy Konstytucji RP (zwłaszcza art. 31 ust. 3 odnoszącego się do stosowania ograniczeń w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw) i jest wielce prawdopodobne, że zmierzyć się z tym zagadnieniem będzie musiał Trybunał Konstytucyjny, ale już sam fakt, że taki problem istnieje, nie świadczy korzystnie o proponowanych zmianach. Znaczne zredukowanie kontroli sądowej nad podsłuchami również trudno zaaprobować.
Aprobaty nie mogą budzić również szerokie uprawnienia wywiadu skarbowego w kwestii podsłuchów w porównaniu z węższymi w tym zakresie uprawnieniami policji. Policja, jak powszechnie wiadomo, ma chronić praworządnych obywateli, fiskus zaś ma odbierać ludziom część zarobionych przez nich pieniędzy. I jeśli zestawimy uprawnienia policji i wywiadu skarbowego, wówczas stanie się jasne, co jest dla rządu premiera Tuska priorytetem. Cała sprawa stanie się jeszcze bardziej jasna, jeśli przyjrzymy się innemu projektowi (również rządowemu), tym razem dotyczącemu zmian w rozporządzeniu Rady Ministrów z 25 czerwca 2002 r. w sprawie środków przymusu bezpośredniego, stosowanemu przez inspektorów i pracowników kontroli skarbowej. Otóż według projektodawców, fiskus będzie mógł do nas... strzelać. Co prawda na razie jedynie gumowymi pociskami, ale i do amunicji ostrej pewnie z czasem dojdziemy. Oczywiście w trosce o obywatela.
Reasumując, nowe przepisy w proponowanym przez rząd kształcie to zmiana na gorsze (a być może wręcz niezgodny z konstytucją bubel prawny) i zaaprobować ich nie sposób.
Autor: Łukasz Tabor, radca prawny w Kancelarii Prawnej Skarbiec.Biz

Polskie służby są europejskimi liderami w inwigilacji obywateli. W zeszłym roku ponad milion razy sięgnęły po nasze billingi!

Polska w ilości danych pobieranych od teleoperatorów zdecydowanie wyprzedza wszystkie kraje UE. W 2009 r. operatorzy w Polsce odnotowali 1,06 mln zapytań od służb, prokuratury i sądów dotyczących danych z billingów i internetu. Większość kierują służby (w tym policja). To 27,5 zapytania na tysiąc dorosłych mieszkańców! Dla porównania drugi kraj w tej klasyfikacji - Czechy - odnotował 10 zapytań na tysiąc mieszkańców. Wielka Brytania i Francja - ok. 8,5. W Niemczech takich zapytań było tylko 0,2 na tysiąc mieszkańców, czyli 35 razy mniej niż w Polsce.  Dlaczego? Bo w Niemczech i wielu innych krajach służby mają różnego rodzaju ograniczenia. A w Polsce w majestacie prawa sa po prostu podłączone do baz danych operatorów telekomunikacyjnych. I - na ich koszt - mogą pobierać informacje bez podania jakiegokolwiek powodu. Dane na temat zapytań polskich służb zebrał od operatorów Urząd Komitetu Integracji Europejskiej na potrzeby pierwszego raportu dla Komisji Europejskiej o wykonywaniu tzw. dyrektywy o retencji danych. Ta kontrowersyjna dyrektywa została przyjęta w 2006 r. w ramach ułatwienia walki z terroryzmem. Nakazuje operatorom przechowywanie danych o połączeniach abonentów przez 6-24 miesiące. Szokujące dane o skali sięgania przez polskie służby po billingi zdobyła z UKIE fundacja Panoptykon, która wraz z ponad 100 innymi organizacjami z całej Europy walczy z dyrektywą retencyjną, żądając jej zniesienia lub maksymalnego skrócenia okresu przechowywania danych. Z badań wynika, że to brak jakichkolwiek ograniczeń korzystania z billingów sprawił, że Polska stała się europejskim liderem w inwigilacji obywateli. - W innych krajach są ograniczenia - mówi Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptykon. - Np. we Włoszech służby muszą prosić o dane od teleoperatorów za pośrednictwem sądu. W Czechach policja musi prosić o zgodę sąd i wykazać, że podejrzewa "poważne przestępstwo". Tylko w sprawach o terroryzm może sama pytać operatorów. W Wielkiej Brytanii służby muszą płacić operatorom za każde zapytanie. Jeśli chodzi o dostęp do danych internetowych, to np. wywiad MI5 potrzebuje zgody ministerstwa spraw wewnętrznych. A policja musi mieć każdorazowo zgodę specjalnego komisarza ds. nadzoru. Polskie służby pobierają, co chcą, kiedy chcą i nikogo nie muszą pytać o zgodę. Jak informowaliśmy niedawno ("Parszywa dziesiątka", 8 października), na dużą skalę robią to w stosunku do dziennikarzy, by ustalić ich kontakty. W ten sposób obchodzą tajemnicę dziennikarskich źródeł informacji - zagwarantowaną w kodeksie postępowania karnego i w prawie prasowym. W Polsce nadzór obejmuje jedynie podsłuchy i kontrolę korespondencji. Większość metod inwigilacji jest poza jakąkolwiek zewnętrzną kontrolą. Źródło: Gazeta Wyborcza.

Służby zaglądają nam w telefon.

(...) Prawo do rozmaitych form inwigilacji, w tym do pobierania danych od teleoperatorów, ma w Polsce dziewięć służb. Zgodę sądu muszą mieć tylko na podsłuch (w tym telefoniczny i np. w mieszkaniu) i kontrolę korespondencji. Ale już informacje, kto, do kogo i kiedy dzwoni, pisze e-maile czy SMS-y, mogą sobie pobrać przez sztywne łącza z teleoperatorami. Podobnie jest z informacjami o przemieszczaniu się konkretnych osób i o tym, gdzie i z kim się spotykają. Tych dostarcza bowiem system BTS odnotowujący logowanie się telefonu komórkowego w określonym miejscu. Wystarczy wprowadzić dane z BTS do programu komputerowego kojarzącego odpowiednie dane - i można w kilka minut wiedzieć prawie wszystko o kontaktach danej osoby. I nie musi to być osoba o cokolwiek podejrzewana. Polskie służby stosują też bez jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli inne metody inwigilacji, jak monitoring wizyjny i dźwiękowy (czyli podsłuch) w miejscach publicznych czy śledzenie za pomocą GPS. Możliwe jest też śledzenie przez ścianę budynku. Ostatnio policja dostała sprzęt do takiego śledzenia i nie ma przepisów określających, w jakich sytuacjach wolno go używać. (...) Z kolei Helsińska Fundacja Praw Człowieka napisała do premiera jako zwierzchnika Kolegium ds. Służb Specjalnych. Zwraca uwagę na niekontrolowane sięganie przez służby do billingów, w szczególności billingów dziennikarzy. Apeluje m.in. o zmianę prawa tak, by wszystkie metody inwigilacji objąć zewnętrzna kontrolą. A oprócz tego o m.in.: dokonanie przeglądu uprawnień służb, bo przez lata ciągle im je poszerzano (np. podsłuch na początku lat 90. można było prowadzić tylko w związku z kilkoma najpoważniejszymi przestępstwami); zmianę prawa telekomunikacyjnego, by nie dopuszczało pobierania danych teleoperatorów przez sztywne łącze bez uzasadnienia zapytania; wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2005 r. - wprowadzenie obowiązku informowania osoby inwigilowanej o fakcie inwigilacji po zamknięciu sprawy. Fundacji odpowiedział sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki. Zapewnił, że "przypadki wskazujące na potrzebę zmian w prawie są na bieżąco analizowane". W sprawie pozyskiwania przez służby billingów dziennikarzy stwierdził, że sejmowa komisja ds. służb specjalnych nie stwierdziła naruszenia prawa. Pobieranie danych od teleoperatorów. Polska: 1 060 000 zapytań na 38,4 mln ludzi* Francja: 538 437 zapytań na 64 mln ludzi. W. Brytania: 470 222 zapytań na 60,9 mln ludzi. Czechy: 131 560 zapytań na 10 220 911 ludzi. Niemcy: 13 348 zapytań na 82 369 548 ludności, dane z 2008 r. Źródło: Gazeta Wyborcza.

O oszukiwaniu urządzeń biometrycznych
Na świecie coraz popularniejsze stają się zabezpieczenia biometryczne. Są stosowane w firmach, przy identyfikacji osób opuszczających więzienne sale widzeń czy nawet przy wchodzeniu dzieci do autobusów szkolnych. Jednak niektóre z nich z łatwością można oszukać. Dane biometryczne to m.in. odciski palców, obraz tęczówki oka, wygląd twarzy, podpis czy nawet sposób chodzenia. Są to niepowtarzalne cechy człowieka, przy pomocy których można go zidentyfikować lub zweryfikować jego tożsamość. W Polsce od 2009 r. mamy paszporty biometryczne. Jak podaje resort spraw wewnętrznych i administracji, zawierają one dane w postaci wizerunku twarzy i odcisków palców. Odciski są zakodowane w warstwie elektronicznej paszportu i nie są widoczne. Na niektórych lotniskach są stosowane odczyty geometrii twarzy do wychwytywania osób, które mogą być na listach poszukiwanych - mówi w rozmowie z PAP prof. Andrzej Pacut z Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej oraz kierownik Pracowni Biometrii w Naukowej Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK). Dodaje, że w Indiach biometria ma być wykorzystana w całkiem inny sposób. - Proponuje się, by każdy mieszkaniec otrzymał numer identyfikacyjny, odpowiadający polskiemu PESEL-owi. Jednak aby nie była w tym numerze zawarta data urodzin i by stworzenie takiego numeru nie wymagało łączności z centralnym systemem, do wygenerowania tych liczb posłużą łącznie: odciski wszystkich palców, obraz twarzy i wzór tęczówki - wyjaśnia specjalista. Zdaniem naukowca dotychczas w biometrii najbardziej skutecznymi metodami identyfikacji człowieka były: odcisk palca i obraz tęczówki. Nieco mniej skutecznymi - inne starsze metody, tzn. obraz twarzy i odręczny podpis.
- Pojawiły się również nowe, skuteczne metody bazujące na obrazie naczyń krwionośnych palców czy dłoni. Nieco mniej skuteczne są na razie odczyty kształtu dłoni, kształtu uszu czy głosu - tłumaczy. Początkowo zabezpieczenia biometryczne były uważane za nie dające się podrobić. Teraz wiadomo już, że niektóre zabezpieczenia biometryczne z łatwością można sfałszować. W ramach ćwiczeń laboratoryjnych na Politechnice Warszawskiej studenci tworzą np. sztuczne odciski palców. Wystarczy zrobić zdjęcie odciskom czyichś palców, np. zostawionych na szklance i wydrukować zdjęcie na folii. Barwnik drukarki na folii tworzy nierówności, analogiczne do odcisków palców. Taką folię wystarczy pokryć odpowiednią kleistą substancją i mamy gotowy odcisk palca - tłumaczy
naukowiec. Te sztuczne linie papilarne da się rozpoznać, oglądając z bliska palec. Ale, jak zaznacza naukowiec, wygląd palca jest bardzo rzadko kontrolowany przy pobieraniu odcisków. Rozwiązaniem może być nie tylko przestrzeganie tej procedury, ale też dokładniejsza analiza odcisku palca i dodatkowe badania, np. rozkładu porów skóry pomiędzy liniami papilarnymi. Urządzenia takie są już wprowadzane do użytku - zapewnia. Sfałszować można też obraz tęczówki. Zdaniem prof. Pacuta wystarczy na przykład zaopatrzyć się w wydrukowane zdjęcie oka o rozdzielczości 600 dpi. Zdjęcie musi mieć dziurkę na źrenicę, aby na źrenicy widoczne były odblaski. Kiedy przyłoży się zdjęcie tego oka do swojego oka, jest duża szansa, że urządzenie nas "przepuści". Prof. Pacut zdradza, że zdjęcie oka może być szybciej akceptowane niż oko prawdziwe, które czasem bywa np. źle oświetlone czy zasłonięte przez rzęsy. Jeśli urządzenie jest nadzorowane przez człowieka, trudniej o oszustwo takiego typu, dlatego badacz przestrzega przed pozostawianiem takich zabezpieczeń bez dodatkowej kontroli. W najnowszych urządzeniach do rozpoznawania tęczówki stosowane są dodatkowe zabezpieczenia przed fałszerstwami, np. rozbłyski światła, dzięki którym urządzenie bada rozszerzanie się i kurczenie źrenicy. Taka dodatkowa funkcja sprawia, że urządzenie w czasie pomiaru rozpozna nie tylko zdjęcie oka, ale też osobę z nadrukiem tęczówki na spreparowanych szkłach kontaktowych. Jeśli chodzi o podpis tradycyjny - który również jest zaliczany do danych biometrycznych – przy jego analizie przez komputer szansa na pomyłkę wynosi kilkanaście procent. Prof. Pacut wie jednak, jak zmniejszyć możliwość pomyłki do mniej niż 1 procenta. Specjalista wraz ze swoim zespołem stworzył tzw. tablet, przy pomocy którego, w czasie bieżącym, można rozpoznać prawdziwość podpisu. Tablet ten mógłby służyć jako podkładka np. w czasie podpisywania rachunku przy płatności kartą. Zaraz po złożeniu podpisu informowałby, czy podpis jest właściwy. Taki tablet pozwala na analizę nie tylko wyglądu podpisu, ale też czasu podpisywania, nacisku czy nachylenia pióra, a więc znacznie większej liczby danych. Te dane mogłyby być zapisane na karcie płatniczej i nie musiałyby być gromadzone w żadnej instytucji. Dane biometryczne należą do tzw. danych wrażliwych, na których gromadzenie i przetwarzanie zgodę musi wyrazić Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. GIODO ma jednak zastrzeżenia co do używania danych biometrycznych przy kontroli np. czasu pracy, nawet za zgodą pracowników. Profesor Pacut zaznacza jednak, że inne relacje mogą obowiązywać np. między firmą a klientem, kiedy zgoda na udostępnienie danych jest rzeczywiście dobrowolna. Jeśli chodzi o przyszłość biometrii, prof. Pacut upatruje ją w zwiększaniu skuteczności już stosowanych metod. "Aby biometria była stosowana na większą skalę, konieczne jest wyeliminowanie możliwości fałszerstw - to ma być biometria, a więc mierzenie prawdziwego organizmu, a nie zdjęć czy kleju na rękach". Potencjał ma też, według naukowca z Politechniki Warszawskiej i NASK, łączenie kilku już istniejących metod. W ten sposób w jednym urządzeniu mogłyby być analizowane np.: układ linii na dłoni, układ naczyń krwionośnych wewnątrz niej oraz jej geometria. Potencjału naukowiec upatruje też w innych badaniach biometrycznych, np. skanowaniu trójwymiarowym twarzy, w rozpoznawaniu chodu czy głosu danej osoby. Ostatnie dwa podejścia mogłyby znaleźć zastosowanie w telefonach komórkowych, które rozpoznawałyby swojego właściciela po jego ruchach lub po głosie. Źródło: PAP

Nie chcesz się dać podsłuchać - kup Telefon Blackberry ... czyli darmowa reklama ... : Ograniczenia w korzystaniu z BlackBerry w Arabii Saudyjskiej Arabia Saudyjska, Rijad 06.08.2010 w kategorii Technologie wykop Ograniczenia w korzystaniu z BlackBerry w Arabii Saudyjskiej Email Arabia Saudyjska wprowadziła 6 sierpnia ograniczenia w używaniu smartfonów BlackBerry. Jednocześnie władze tego kraju negocjują z kanadyjskim producentem telefonów, firmą Research in Motion (RIM), by znaleźć zadowalające rozwiązanie sporu wokół BlackBerry. Według saudyjskich władz telefony multimedialne BlackBerry są niezgodne z prawem i nie spełniają wymogów bezpieczeństwa. Zaszyfrowane dane wysyłane są z nich na zagraniczne serwery, co uniemożliwia monitorowanie, a to z kolei stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa ze strony terrorystów. W związku z tym 3 sierpnia Arabia Saudyjska ogłosiła, że od piątku, 6 sierpnia, niemożliwe będzie korzystanie z umożliwiającej czatowanie aplikacji BlackBerry Messenger (BBM). Decyzja weszła w życie o północy w czwartek. Agencje światowe podają sprzeczne informacje o zakresie ograniczeń. Według agencji AFP wielu użytkowników powiadomiło, że od piątkowego popołudnia nie może korzystać z BBM. Portal BBC News informuje, że państwowy operator Saudi Telecom zablokował kilka funkcji: wysyłanie sms-ów, e-maili, korzystanie z internetu oraz czatu. Z kolei hiszpańska agencja EFE podała, że tylko jeden z trzech działających na terenie kraju operatorów sieci komórkowej zawiesił możliwość korzystania z BBM. Chodzi o firmę Zein, z której usług korzysta niespełna 20 tys. użytkowników. Portal arabskiej telewizji Al-Dżazira ma doniesienia z Arabii Saudyjskiej zarówno o odcięciu od wszystkich usług BlackBerry, jak i o tym, że tylko jedna z nich - BBM - przestała działać. Ani rząd saudyjski, ani Reseach in Motion nie potwierdziły informacji o zablokowaniu usług – dodaje Al-Dżazira. Jednocześnie RIM i Saudi Telecom toczą rozmowy i 5 sierpnia osiągnęły postęp w negocjacjach - podała agencja Reutera, powołując się na zbliżone do nich źródło. Zastrzeżenia wobec BlackBerry wyraziło dotąd kilka rządów. Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) ogłosiły 1 sierpnia, że od 11 października do odwołania niemożliwe będzie nie tylko korzystanie z BBM, ale także wysyłanie e-maili oraz korzystanie z internetu za pośrednictwem tych telefonów. Wprowadzenie podobnych ograniczeń rozważają także Indie, Liban i Algieria. Arabia Saudyjska jest największym na Bliskim Wschodzie rynkiem RIM - firma ma tam 700 tys. użytkowników; w Zjednoczonych Emiratach Arabskich - 500 tys. Na całym świecie RIM ma ponad 41 mln abonentów - podaje Al-Dżazira. Źródło: PAP

Trzy ofiary w ciągu ostatnich lat. Sieć komórkowa wycofała ''pechowy'' numer ze swojej oferty. Dziwną historię dziwnego numeru 0888 888 888 opisuje ''Daily Telegraph''. Pierwszą ofiarą (czyli właścicielem komórki o takim numerze) był Vladimir Grashnov, dyrektor generalny bułgarskiej sieci Mobitel, do której należy numer. Grashnov zmarł na raka w 2001 roku - miał zaledwie 48 lat. Po jego śmierci pojawiły się plotki, że chorobę spowodowało zatrucie organizmu materiałem radioaktywnym - zemsta biznesowej konkurencji. Potem numer odziedziczył Konstantin Dimitrov, jeden z bossów bułgarskiej mafii. Zastrzelony w 2003 roku w Holandii. Miał 31 lat. W chwili śmierci Dimitrov miał przy sobie komórkę. O zlecenie morderstwa również oskarżano konkurencję - czyli szefów rosyjskiej mafii. Ostatnim posiadaczem komórki o numerze 0888 888 888 był Konstantin Dishliev. Biznesmen oficjalnie działał na rynku nieruchomości - a nieoficjalnie zajmował się przemytem narkotyków. Dishliev został zastrzelony w 2005 roku przed hinduską restauracją w Sofii. Od tamtej pory numer jest nieaktywny. I wygląda na to, że teraz sieć Mobitel na zawsze zrezygnowała ze śmiertelnie niebezpiecznego numeru - pisze ''Daily Telegraph''. Żeby numer 0888 888 888  już nigdy nikogo nie zabił.

Pisanie skarg to nie zemsta za złe dzieciństwo, czy akt wrogości przeciw policji czy policjantowi. To z reguły wielka chęć wyeliminowania systemu bękarckiego i samych bękartów z szeregów Policji. To tęsknota za prawdziwą, rzetelną, uczciwą Policją. Przez duże "P".
Czekając na Pit'a aż skończy pracę, postanowiłem obejrzeć telewizję polską. Wśród różnych wiadomości, moją uwagę przykuła informacja o bezsensownej śmierci policjanta. Zabito go na oczach ludzi, na przystanku.
Wszedłem do gabinetu.
- Pit, zginął policjant.
- Gdzie? - Zapytał nie przerywając pisania.
- W Polsce, słuchałem teraz wiadomości. Tak się zastanawiam, jak to możliwe? Zabić w biały dzień, na oczach innych. Nikt nawet nie zareagował.
- Paul, bo to wina polskiego rządu, parlamentarzystów i samych policjantów. Widać im to pasuje.  – odrzekł.
- Co Ty opowiadasz? – Zaskoczył mnie swoją opinią.
- Chwila Paul, zakończę tylko wątek i jestem.
Wróciłem do salonu. Dlaczego rządu, Sejmu, policjantów, a nie np. rodziców, którzy nie panują nad swoimi pociechami? Czy szkoły lub środowiska?
Po kilkunastu minutach Pit wreszcie wyszedł. Usiadł, wyłączył telewizor. Na stole stały dwie szklanki koniaku.
- O co pytałeś? A o śmierć policjanta, na przystanku tramwajowym. Tak. To wina Sejmu, rządu, samej policji. Absolutnie za to nie ponoszą winy inni.
Patrzyłem na przyjaciela. Co mu świta znowu w głowie? Czekałem.
- Zdziwiony? – Spytał chytrze.
- Tak, nawet bardzo.
- Opowiem dwie historię. Kiedy Ty przebywałeś w Limie, pracując w pocie czoła w narodowej bibliotece, "wpadłem" niechcąco do Ameryki. Postanowiłem odwiedzić znajomych w Detroit. Upał.  Uzbrojony w mapę miasta, udałem się pieszo. I …, zabłądziłem. Idąc nagle zauważyłem, że znalazłem się w dzielnicy, gdzie - białym wstęp wzbroniony, a po 19-tej to wiesz. Tu i ówdzie ludzie z różnych części świata. Stare rudery, częściowo zamieszkałe. Po sklepach tylko ślady. Nagle, coś się zmieniło. Jakby ciszej na ulicach, spokojniej, tylko starszyzna i dzieci. Nie bardzo wiedziałem, co się dzieje. Bałem się, że nagle ktoś do kogoś będzie strzelał i takie tam.
Otóż nie, z za rogu ulicy wyszedł… policjant. Z pałką machający jak Chaplin, kajdanki, zero broni palnej. Stanął, rozglądnął się. Podszedłem do niego i pokazując kartkę z adresem, poprosiłem o pomoc. Spojrzał na mnie, na kartkę i jakby nigdy nic, odwrócił się do mnie mówiąc – go. Kiwnął palką, on pierwszy, a ja za nim kilka metrów. Tak przeszliśmy kilka przecznic. W końcu stanął przed jednym wejściem do okazałej kamienicy, wskazał pałką schody. Podziękowałem mu. Paul, pojmujesz? Ani słowa. Spacerkiem zaprowadził mnie pod samo wejście.
A teraz Szwajcaria. Zimowa noc. Zjeżdżamy z góry, szosa czarna. Z daleka błyska światło policji. Powoli dojeżdżamy, sądzimy, że wypadek. Tylko stłuczka. Przyglądamy się. Po chwili policjant podchodzi do bagażnika swojego pojazdu, wyciąga miotełkę, szufelkę i na naszych oczach zbiera potłuczone szkło z tylnych świateł czyjegoś pojazdu. Byłem w szoku. Zgarnął to wszystko do bagażnika i kiwnął, że możemy jechać.
Jak opowiadam owe historię polskim policjantom, to niemalże każdy z nich natychmiast chcę mnie zamknąć na 48 godzin? "Co niby według Pana ja mam sprzątać?". On nic nie zrozumiał z tego. Nikt mu nie każe sprzątać, chociaż co według niego winno się zrobić? Wezwać straż pożarną? Na takim odludziu? Nie, on ma jedną receptę – inne pojazdy to rozjeżdżą. Taki sposób myślenia. W Detroit policjant pokazał jedną rzecz ważną dla mnie - on ma SZACUNEK.
- Za dużo wymagasz.
– Kto jest temu winien, że polski policjant nic z tego nie zrozumiał? Ja? Ty? Raczej nie, bo nie mieszkasz tutaj. Sąsiad? Rodzice owego policjanta. Bzdura. Winny jest rząd, który zatrudnił takiego a nie innego komendanta. Wróćmy do zabójstw policjantów.
- Pit, przerwę ci, mówimy o zabójstwie policjantów nie przez gangsterów czy podobnych im, lecz o młodych ludziach lub osobach, którzy z policją raczej nie mają intensywnego kontaktu.
- Do tego zmierzam – oparł się wygodnie. – Najpierw przyjrzeć się należy jednej rzeczy – Jak widzą Polacy policjantów? I tu jest sedno sprawy. Polskie żarty o policjantach są identyczne jak kawały o blondynkach. Kropka w kropkę. Humor Polaków ukazuje umiejscowienie policjantów znad Wisły. To jednak żarty. Idźmy dalej. Na poważnie.
- Kto z nas był okradziony? Sądzę, że około 99% dorosłych Polaków spotkała ta przykrość. Jakie są opinię po spotkaniu z funkcjonariuszami z tzw. pierwszej linii. Ogólnie rzecz biorąc beznadziejne. Przyjeżdżają, piszą, w tym masa błędów ortograficznych, poczekaj, coś ci pokażę.
Pit poszedł do gabinetu, wrócił z kilkoma opasłymi teczkami.
- Spójrz tutaj, wyraz "kłutka". To protokół z przesłuchania. Brak znaków interpunkcyjnych – nagminne, czytaj "worki z odpadami folii, tworzywa sztucznego". A folia to niby, co? Materiał wybuchowy z gliny? Dalej "…dokonano penetracji pobliskiego terenu". Mocne, nie? "Penetracja".
- Za dużo seksu – zaśmiałem się. – A to, co? Pokazałem inny arkusz w dokumentacji. Jakiś dziwny.
- To? Też protokół oględzin. Masz czytaj.
Wziąłem do ręki dokument i… zatkało mnie.
- To chyba pisał lekarz. – Stwierdziłem, nic nie można było odczytać.
- Kiedy pokazałem ów dokument w prokuraturze, to zrobiono duże oczy.
- Dobra, czepiasz się szczegółów. Mnie to nie przekonało do zabijania policjantów. – Rzekłem.
- Spokojnie, jedno już wiesz. Poziom. Do policji nie przyjmuje się z wykształceniem podstawowym, lecz minimum średnim. A zwykły obywatel jak widzi coś takiego to wybacz, lecz zaczyna mieć określone zdanie. Dobrze, zostawmy to. Idźmy do dochodzeniówki. Przedsmak. Jeszcze rok temu, myślałem, praca policjanta to ciężka służba, szalenie niebezpieczna. Coś jednak tknęło mnie, aby przyjrzeć się owej ciężkiej służbie.
Wziął do ręki jedną z teczek i wypiął dokument. "Notatka urzędowa" – pisało na środku białej kartki. Przeczytałem.
- Nic nie rozumiem. Jest w porządku – powiedziałem.
-Tak? Jak dla Ciebie, dla mnie nie. Otóż spójrz na datę. 11 wrzesień 2009 roku. – Chytrze próbował mnie podejść.
- Data jak data - nie widziałem nic szczególnego.
- Otóż mój przyjacielu – śmiejąc się do mnie – w tym dniu mnie nie było w kraju! Przecież miałem wykłady.
- Fakt – dotarło do mnie, wrzesień ubiegłego roku. Byliśmy razem poza Polską.
- No, więc, jak to możliwe, że policjant w dniu 11 września 2009 roku miał ze mną kontakt? – Spytał.
- To fałszerstwo. – Krótko odpowiedziałem.
- A teraz dalej. Masz poczytaj – podał następny dokument.
Znów "notatka urzędowa". Ponownie nic szczególnego. Wykaz skupów złomu, które kontrolował policjant. Spojrzałem na Pit'a.
- Z czterech wymienionych punktów skupu złomu, tylko jeden istnieje faktycznie. Pozostałe punkty to czysta fikcja literacka. Nigdy ich tam nie było, nawet przed I wojną światową – zaśmiał się. - Na upartego jakby chciał to wziąłby do ręki książkę telefoniczną i spisał z niej skupy złomu.
- A może nie chciał?
- Chcesz obejrzeć jeszcze pracę twórczą dochodzeniówki zwaną często „fabrykami umorzeń"? – spytał.
- Nie, przykład Państwa Olewników i te wystarczą mi. – przytaknąłem. – Co dalej?
- Trochę przeskoczymy temat. System bękarcki. Ulokowaliśmy go w biznesie. I tu zaczyna się już prawdziwe kino . Elementy systemu bękarckiego znalazłem właśnie w policji. Tu masz – podał mi kilka kartek – pismo do Premiera Donalda Tuska oraz kopię tegoż pisma do pewnego ministra . Jest to skarga na pracę niektórych pracowników komendy policji. Co robi Kancelaria Premiera? Zdaję sobie sprawę, że Premier Tusk nie czyta wszystkich dokumentów i skarg. Przekazuje swoje kompetencję do właściwych działów Kancelarii. I co się dzieje z ową skargą? Oczywiście wędruje do Komendy Głównej, potem niżej itd. Odpowiada, zgadnij kto?
- Przełożony? – spytałem niepewnie.
- Nie, odpowiada oskarżony tyle, że ustami urzędnika szczebla wyższego. A jak odpowiada? Tu masz odpowiedź. Generalnie skarga to zwykła lipa a fakty przedstawione przez policjantów są podstawą do odrzucenia jej. Rozumiesz coś z tego? Urzędnik szczebla wyższego każe napisać odpowiedź policjantowi i potem kombinuje jak odrzucić skargę. Za nic ma samą skargę. Ważny jest „plecak".
- Plecak, a to kto taki? – spytałem.
- Tak nazywają między sobą policjanci, tych, którzy są pod specjalną „opieką" przełożonych. – wyjaśnił.
Gdybym nie miał przed sobą owych dokumentów, byłbym pewien na 100 procent, że Pit po prostu zmyśla. To nie do wiary. Wypisz wymaluj biznesowy system bękarcki. Jednym słowem zamiatanie pod dywan i dyskredytowanie obywatela składającego skargę. To w najczystszej postaci zabijanie społeczeństwa obywatelskiego. Przedsionek państwa represyjnego.
- No dobrze, a gdzie tu politycy?- dociekałem.
- Kiedyś opowiadał mi policjant jak to zatrzymano 21-letniego człowieka, prowadzącego auto pod wpływem alkoholu. Zrobił policjantom  awanturę – „Co syn prezydenta może jeździć pijany, a ja nie mogę?". Skąd ów młodzian wziął przykład? Pijany poseł jeździ po torowisku. Inny znów, senator przekonuję blisko 40 milionów Polaków, oprócz małej grupki wiernych, że wynalazł nową metodę podawania tabletek do organizmu. A że jest podobna do wdychania narkotyków przez nos, to już nie jego wina. Prokurator i naród muszą się jeszcze dużo uczyć. Senatorowie wiedzą lepiej i więcej, szczególnie na temat nowoczesnych technik leczenia. Restauracja sejmowa też „owiana" jest alkoholem. I tak dalej.
 I na to patrzy młodzież
- Możesz wychowywać dzieci jak najbardziej uczciwie i godnie. Co to daje, kiedy młodzież naocznie się przekonuję, ile są warci, ci którzy są obdarzeni mandatem społecznym? Jak widzą ich pijanych, bezkarnych, zarozumiałych butnych. Co ma sądzić młody człowiek, kiedy widzi swojego idola, który ze sceny mówi, że „artystom wolno więcej"? A jemu nie wolno? Jak ma szanować kogoś, kto blokuje ruch na wąskiej ulicy i na stwierdzenie, że zostanie wezwana policja, odpowiada krótko – Ja jestem policjantem. – Pańskie imię i nazwisko w takim razie? – pyta ojciec siedzącej w aucie 10-letniej córki, która przysłuchuje się rozmowie. A ów policjant krótko odpowiada – DUPA. Czy owa młoda dziewczyna ma mieć szacunek dla policji? Ona także widzi bezsensowność złożonych skarg na owego „policjanta".
Młodzi ludzie „zbierają" nasiona owego bękarckiego systemu. Są dokształcani przez tych, co winni być wzorem. Widzą bezradność swoich okradzionych rodziców. Codziennie jest świadkiem naruszania prawa … przez samych stróżów i osób powołanych do zapewnienia bezpieczeństwa. Potem są już żniwa.  Pobicia, czasem morderstwo. Jak można mieć szacunek do Policji, skoro policjant, który ma dość „plecaków" czy „bękartów" u siebie i składając skargę w imię Konstytucji i z poczucia obowiązku, staje się sam ofiarą i oskarżonym? Czym jest w takim razie Kodeks Etyczny Policji? Pośmiewiskiem?
Podał mi ów Kodeks. Czy któryś z policjantów miał go kiedyś ręce? A może przeczytał? Zadumałem się. Patrzyłem na kartki fikcyjnej etyki polskiej policji.
- Paul, wybacz, lecz lekceważenie zachowań czy metod pracy Policji w Polsce przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Premiera Donalda Tuska, posłów, senatorów, wszystkich tych co mają bezpośrednią czynność do ustanawiania prawa w postaci ustaw, ja odbieram jako wielką przychylność i zachętę m.in. do mordowania policjantów. Brak reakcji na skargi, uchylanie się od odpowiedzialności, utrzymywanie elementów systemu bękarckiego i nic nie robienie oprócz medialnego szumu to daje tylko jedno – podstawę, że mamy taką a nie inną opinię o policji. Stąd już niedaleko do agresji wobec policjantów.
To wyżej wymienieni są odpowiedzialni za stworzenie takich a nie innych warunków, w których zabicie policjanta zaczyna w pewnych kręgach być zaszczytem. To chore.
- Gdyby był inny system. Ćpałeś – wypad z polityki. Piłeś – zakaz wstępu do pracy w Sejmie czy Senacie. Ukradłeś - identycznie. Koniec z fałszywym immunitetem. Byłoby dobrze.  A jak jest? „Plecaki", „ręka rękę myje", „ty mnie a ja potem tobie", „my musimy być solidarni zawodowo" itd., - to jest obraz policji społeczeństwie polskim. Jak czytam na jakimś forum głos „nibypolicjanta", który odgraża się, że jak się stanie komuś krzywda to i tak przyjdziemy do nich i będziemy prosić o pomoc, to szlag mnie trafia. To bękarckie pomysły. To pomiot. Opanowali cały kraj. O ile starsi ludzie jeszcze trzymają ręce przy sobie lub po prostu machają na takie durnowate zachowania policjantów, to młodzi ludzie już nie. Oni nie potrafią się często zatrzymać.
- Gdyby widok policjanta napawał mnie zaufaniem do niego, gdybym wiedział, że policjant to ten, który mi pomoże, szybko złapie złodzieja, pozwoli odzyskać moją własność, nie będzie fałszował akt, dokumentów, nie tworzył fikcji, grzecznie podawał swoje dane, pomagał na osiedlach mieszkańcom w utrzymaniu bezpieczeństwa i porządku to zapewniam Ciebie Paul, że ŻADEN policjant nawet nie zostałby draśnięty lub obrażony przez kogokolwiek z młodych czy starszych ludzi.
- Spójrz na sprawę Olewnika, to już jest ponad osiem lat. I co? My wszyscy mamy wrażenie, że dochodzenie prowadzi Rodzina Olewników! To jest normalne? A co robią posłowie? Palikot szuka po szufladach pistoletu i penisa. Publicznie pije alkohol i zaprasza telewizję. Tusk i Kaczyński zamiast dbać razem o Polskę i jej przyszłość, na oczach kilkunastu milionów młodych ludzi pokazuje jak należy w „dziki" sposób rządzić krajem.
- Policjant z reguły nie ma szacunku, gdyż sama Policja nie szanuje społeczeństwa. Włącz telewizję, radio, co dzień jakieś „dziwaczne" skandale z udziałem policji. I ta arogancja. W Polsce Policja musi zrozumieć jedno – ONI NIE MAJĄ WŁADZY!. Są od zapewnienia porządku i bezpieczeństwa. Tak stanowi ustawa. A jak się zachowują? Mają władze. Słowo „przepraszam" zostało wykreślone na zawsze z ich słownictwa.
- Czyja to wina? Prezydenta, Premiera i całej reszty mającej wpływ na to. Utrzymaniem elementów systemu bękarckiego zajmuje się głównie wyższy i średni szczebel. Ich należy wymienić. Podziękować i do widzenia. Muszą przyjść, ci co chcą być prawdziwymi policjantami. A jak obecnie? Znam byłego policjanta, który był świetny, przyszła podwyżka dostał … 10 złotych(?) a naczelnik „fabryki umorzeń" 200 zł. Odszedł. Gdy odszedł, wielu policjantów mi mówiło, to był naprawdę świetny dochodzeniowiec. Co teraz robi? Może pasie świnie jak onegdaj Karpiński. Szkoda. Nie pasował jednak komendantowi do jego wizji. Naczelnik tak, reszta także. Może pamiętasz słynną sprawę tzw. trzech muszkieterów z prokuratury? Podobna rzecz.
- Chciałbym dożyć w tym kraju chwili, iż kiedy zobaczę policjanta będę zadowolony z jego obecności. I każdemu policjantowi to mówię. "Chcę żeby każdy z Was był szanowany, kiedy idziecie ulicą ludzie będą Wam się kłaniać się, uśmiechać, czasem ktoś zagada. Nie wyrażam jednak zgody na to, aby w policji za moje pieniądze pracowały tylko „sztuki", które mają chęć na szybką emeryturę. Oni muszą odejść a środki finansowe za nich, mają trafić do prawdziwych i rzetelnych."
- Pisanie skarg to nie zemsta za złe dzieciństwo czy akt wrogości przeciw policji czy policjantowi. To z reguły wielka chęć wyeliminowania systemu bękarckiego i samych bękartów z szeregów Policji. To tęsknota za prawdziwą, rzetelną, uczciwą Policją. Przez duże „P". Jeśli tego nie rozumie sam Premier, minister to jestem święcie przekonany, że jutro znów ktoś zginie. I nie mów mi, że winni są ci co stoją na przystanku…

Atak na szyfr komórek 3G Kryptoanalitycy opracowali nowy atak na szyfr KASUMI stosowany w telefonii GSM trzeciej generacji (3G). W szczególnych warunkach atak umożliwia odtworzenie całego klucza o długości 128 bitów. Szyfr KASUMI czyli A5/3 został stworzony w odpowiedzi na słabości dotychczas stosowanych w telefonii GSM algorytmów A5/1 i A5/2. Oba zostały złamane i cały czas publikowane są coraz skuteczniejsze ataki. Atak na A5/3 jest niespodzianką - szczegóły nie zostały jeszcze opublikowane, ale ze streszczenia wynika, że jest to atak w pełni praktyczny. Autorzy piszą o czasie "poniżej dwóch godzin na przeciętnym PC" potrzebnym do złamania klucza szyfrującego. Co ciekawe, algorytm KASUMI powstał w oparciu o zaprojektowany przez Mitsubishi szyfr MISTY1, zmodyfikowany specjalnie na potrzeby konsorcjum 3GPP. Opublikowany właśnie atak nie działa na szyfr MISTY1, jest jednak skuteczny wobec KASUMI.

Bajka dla grzecznych dzieci ... Dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami, w pewnej wiosce mieszkali ludzie, którzy mieli złego władcę. Pewnego dnia pogonili go jednak i wybrali nowego, lepszego. Nowy władca postanowił zmienić cały porządek, jaki dotąd panował w wiosce. Tak jak większość mieszkańców, byt on przekonany, że zły władca zostawił w wiosce tajnych agentów, którzy będą sabotować reformy i przygotować jego powrót do władzy. Tak jak większość mieszkańców, był też przekonany, że trzeba wszystko wyplenić, co zły władca zostawił w wiosce: jego portrety, jego zarządzenia, całą jego naukę i wszystko, co napisał. Mieszkańcy mu w tym pomagali. Starali się demaskować popleczników złego władcy i wygonić ich do lasu. Kiedy w wiosce coś zniknęło, wszyscy byli przekonani, że to sprawka agentów złego władcy. Kiedy złapano złodzieja, karano go za kradzież, ale i za kolaborację ze złym władcą. Kiedy ktoś miał zatarg z sąsiadem, przedstawiał go w sądzie jako zwolennika złego władcy. Każdy na każdego spoglądał podejrzliwie i niepewnie, bo nawet najlepszy przyjaciel mógł być sympatykiem złego władcy albo wystąpić z oskarżeniem, że jego najlepszy przyjaciel potajemnie mu pomaga. Po jakimś czasie mieszkańcy wioski doszli do wniosku, że dobry władca nie jest wystarczająco dobry jak na te ciężkie czasy i wybrali sobie nowego, który obiecał, że raz na zawsze skończy ze złodziejami i tajnymi pomocnikami złego władcy (jak wiadomo, byli to ci sami ludzie). Od razu wziął się do pracy. Stworzył nowy urząd szeryfa i dał mu szerokie uprawnienia. Ludzie szeryfa mogli podsłuchiwać i śledzić każdego. Jeśli ktoś protestował, trafiał do aresztu, bo tylko ludzie złego władcy i złodzieje mogli przecież mieć coś do ukrycia. Za czasów dobrego władcy aresztowano złodziei złapanych na gorącym uczynku. Potem ludzi, którzy utrzymywali kontakty ze złodziejami. Ale ludzie szeryfa poszli dalej: aresztowali ludzi, którzy utrzymywali kontakty z członkami rodzin złodziei. Kiedy to nie skutkowało i wciąż były kradzieże, ludzie szeryfa sprzedawali łupy znalezione przy złodziejach mieszkańcom wioski. Kto je kupował, trafiał do aresztu za paserstwo. Aby jeszcze skuteczniej walczyć z przestępczością, ludzie szeryfa sami zaczęli kraść, aby mieć co sprzedawać. Wkrótce więzienie w wiosce okazało się za małe. Ludzie zaczęli się buntować, bo okazało się, że za kratki trafili paserzy, a na wolności zostali złodzieje, którzy ich aresztowali. W końcu wioska się zbuntowała, przegoniła nowego władcę i jego szeryfa. Potem się naradzili: co robić? Jedna grupa mieszkańców argumentowała, że pewną liczbę kradzieży trzeba tolerować, bo koszty całkowitego wytępienia złodziejstwa są zbyt wysokie i zagrażają wolności wszystkich. Druga chciała powrotu dobrego władcy, który jednak w oczach pozostałych okazał się zbyt pobłażliwy dla złodziei i zwolenników złego władcy. Trzecia:    grupa, największa, nie chciała ani dobrego, ani nowego władcy. Po kilkudniowej naradzie głosowano. Wygrała trzecia grupa. Nazajutrz wioska wysłała ekspedycję do lasu, aby odszukać złego władcę i prosić go o powrót. Jak wspomniałem na początku - to jest bajka. Wszystkie podobieństwa z realnie istniejącymi wioskami i osobami, a szczególnie politykami, szefami urzędów, byłymi i urzędującymi szeryfami są absolutnie przypadkowe. Źródło: Gazeta Wyborcza 19.10.2009r.

Gangi zalewają kraj narkotykami
Obroty narkobiznesu rosną błyskawicznie. "Rz" ujawnia szokujące dane
Informacje Komendy Głównej Policji, do których dotarła "Rz", są alarmujące. Podczas gdy niemal wszystkie statystyki przestępcze spadają, gwałtownie rośnie zagrożenie przestępczością narkotykową. Od stycznia do maja tego roku wszczęto o połowę więcej spraw karnych (32 tys.) dotyczących narkobiznesu niż w tym samym okresie 2008 r. (niecałe 23 tys.).
Według raportu Centralnego Biura Śledczego liczba grup przestępczych handlujących w Polsce narkotykami wzrosła z 85 w 2006 r. do aż 147 w grudniu roku 2008. Jak mówią "Rz" policjanci z CBŚ, nie ma dnia bez wykrycia kolejnej próby przemytu albo akcji łapania dilerów. Według naszych informatorów gangi zmieniają profil działalności. Rezygnują z napadów na tiry i przemytu papierosów na rzecz produkcji i sprzedaży narkotyków. Przyczyna jest prosta: gigantyczne pieniądze.
– Zarobki, nawet tych na dnie dilerskiej piramidy, to kosmiczne pieniądze – opowiada "Rz" jeden z oficerów rozpracowujących gangi.
– Duży diler, który poszedł na współpracę z policją, zeznał, że za samą "licencję" na handel prochami zapłacił gangowi w ciągu kilku lat ok. 160 tys. dolarów – opowiada "Rz" jeden ze stołecznych prokuratorów. – Proszę sobie wyobrazić, jakimi kwotami trzeba obracać, by tyle płacić za samo zezwolenie na handel.
90 proc. uczniów szkół średnich przyznaje, że kupienie narkotyków na terenie szkoły to żaden problem. Reporterzy "Rz" dotarli do handlujących narkotykami m.in. w popularnych klubach Warszawy i Śląska. Ich opowieści o wejściu do przestępczego półświatka często brzmiały podobnie. – Miałem 14 lat, kolegów, którzy od wódki woleli amfetaminę. Wziąłem, po dwóch latach sam zacząłem rozprowadzać – wspomina 22-letni Tomek, który z narkotykami zerwał dopiero w trakcie odsiadywania dwuletniego wyroku.
Czy trudno kupić towar? – Namiar dał mi kolega. Diler przywoził narkotyki na telefon – wspomina 42-letni Krzysztof, menedżer dużej firmy, który przez dwa lata był uzależniony od kokainy.
Jesteśmy jednym z największych producentów amfetaminy w Europie. – Polska jest na szlaku przemytu kokainy czy heroiny, coraz częściej przechwytujemy też ogromne transporty marihuany – opowiada "Rz" dyr. Paweł Wojtunik, szef CBŚ. Policjanci zauważają wzrost sprzedaży kokainy. Są i nowe trendy. – Zwiększa się rodzima produkcja syntetyków – zauważa gen. Adam Rapacki, wiceminister spraw wewnętrznych.
Zdaniem prokuratorów kryzys przyciąga do dilerki coraz więcej osób.
Źródło: Rzeczpospolita

Prywatyzacja służb specjalnych! Dobry pomysł? Czescy ministrowie nie dowierzają swoim służbom specjalnym. Dlatego śledzenie byłych kolegów z rządu powierzają renomowanym agencjom detektywistycznym. Zaskakującą informację podał dziś praski dziennik "Hospodarske Noviny". Wg jego reporterów czeski minister spraw zagranicznych Karel Schwarzenberg nasłał na swojego dawnego kolegę z rządu Jirzego Czunka najdroższych detektywów świata. Jak tłumaczy gazeta, amerykańska agencja detektywistyczna Kroll ma sprawdzić, jak zdymisjonowany w listopadzie ubiegłego roku w związku z podejrzeniami o korupcję wicepremier i jednocześnie przywódca ludowców doszedł do swego majątku. Jirzego Czunka podejrzewa się o branie łapówek i nadużycia w sferze zasiłków socjalnych. Doniesienia "HN" potwierdziła rzeczniczka czeskiego MSZ. W Polsce takimi sprawami zajmują się prokuratorzy i oficerowie służb specjalnych. Ale co rusz się kompromitują. Albo ujawnią się na największym portalu społecznościowym, albo dadzą przechytrzyć ekipie TVP. Czasem zdarza się im też zgubić kluczowy dowód w sprawie. Może więc warto wziąć przykład z praktycznych Czechów i zatrudnić prawdziwych profesjonalistów? Cytat z depeszy PAP (za wiadomosci.o2.pl)

Niemiecka policja będzie mogła legalnie szpiegować internautów. Niemiecki rząd przyjął wczoraj kontrowersyjną ustawę, której celem jest przeciwdziałanie terroryzmowi. Na podstawie przyjętego właśnie prawa policja federalna będzie mogła legalnie monitorować prywatne domy, telefony i komputery. Historia ustawy jest równie długa jak kontrowersyjna. Wszystko się zaczęło, kiedy to w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia wprowadzono prawo pozwalające na szpiegowania użytkowników Internetu. Po kilku miesiącach jednak Sąd Najwyższy orzekł, że działania takie są bezprawne. Teraz, gdy do wejścia w życie nowej ustawy, którą minister spraw wewnętrznych Wolfgang Schäuble nazwał „fundamentem niemieckiego bezpieczeństwa”, potrzebne jest już tylko zatwierdzenie przez obie izby parlamentu (w których partia rządząca – CDU – ma oczywiście większość), niewiele dzieli Republikę Federalną od przeobrażenia się w państwo wszechobecnej inwigilacji. Opozycja jest poważnie zaniepokojona tym projektem. Max Stadler, specjalista ds. bezpieczeństwa w FDP – liberalnej partii mającej około 10% miejsc w parlamencie – stwierdził, że w wyniku obowiązywania nowego prawa zaufanie obywateli do rządu federalnego znacznie spadnie. Sebastian Edathy, przewodniczący komisji spraw wewnętrznych Bundestagu, powiedział, że „Niemcy nie chcą państwa szpiegowskiego” i że propozycja rządu to „wpłynięcie na nieznane dotychczas wody prawne”. Zgodnie z ustawą zgodne z prawem będą takie techniki szpiegowskie, jak podsłuchiwanie telefonów, nadzór wideo, a nawet instalowanie programów typu spyware. Policja nie będzie mogła fizycznie manipulować komputerami podsłuchiwanych, ale nie będzie to chyba konieczne, w sytuacji gdy prawo dopuszcza np. wysyłanie anonimowych e-maili z trojanami, źródło: webhosting.pl

 

Wielka Brytania jednym z najbardziej kontrolowanych państw na swiecie. Na liście instytucji, które mogą inwigilować obywateli znajdują się nawet samorządy miejskie i posterunki policji. (…) Do samorządów miejskich w przeciągu dziewięciu ostatnich miesięcy 2006 roku na pozycję "tajnego źródła wywiadu osobowego" zgłaszało się dziennie 960 nowych aplikantów. Do podsłuchiwania telefonów i sprawdzania korespondencji zgłosiła się szokująca liczba 253 557 osób, z czego - uwaga! - większość została przyjęta. Dane z roku 2007 nie są jeszcze udostępnione. Na terenie Wielkiej Brytanii jest zamonowanych ponad 4 miliony kamer (jedna przypada na 15 mieszkańców). Karty Oyster stosowane jako bilety w komunikacji miejskiej w Londynie pozwalają na wysledzenie w Londynie praktycznie każdego kto jest posiadaczem takiej karty, ponieważ za każdym razem kiedy wchodzi do metra lub autobusu jest to odnotowywane, również prawie wszyscy kierowcy są zarejestrowani w bazie kirowanej przez rzadowy departament ds. transportu. Podobnie jest z danymi medycznymi - dostęp do nich ma być na wpół otwarty, by lekarze w każdej chwili mogli do nich zajrzeć. Jednak obok lekarzy są setki tysięcy innych osób, które mają równy dostęp do tych danych. W policyjnej bazie DNA znajdują się blisko 4 miliony profili genetycznych. Rząd mówi, że to w celu zwalczania przestępczości. Jednak większość z nich należy do osób nienotowanych za naruszenia prawa. Mimo tego rząd nie zgadza się na ich usunięcie. Ostatnim pomysłem rządu jest propozycja przeprowadzenia "spisu ludności", czyli rejestr osób posiadających dowody osobiste. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych tłumaczy, że byłyby to tylko podstawowe dane. Jednak jak uzasadnić to, że do bazy danych miałyby na przykład wpłynąć odciski palców, skany siatkówki oka i rysopisy wszystkich obywateli? (…) Źródło: LAIF, Autor: Joanna Berendt
 

Szpiedzy z internetu - internet jest powszechnie uważany za nieograniczone źródło informacji prawie na każdy temat. Dziennikarze z gazety Chicago Tribune udowodnili, że może również posłużyć do zdemaskowania amerykańskich szpiegów oraz pracowników z Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Na łamach dziennika opublikowano artykuł, w którym autorzy przedstawili metodę pozyskania poufnych informacji. Gazeta podaje, że wszystkie dane na temat tajnych budynków CIA oraz personelu, uzyskała w pełni legalną drogą, korzystając z internetowych usług wyszukiwania informacji na rządowych stronach. Dziennikarze przyznają, że poznali dane osobowe blisko 2 600 pracowników Agencji, wśród których znalazły się również nazwiska tajnych współpracowników w Stanach Zjednoczonych oraz w Europie. Na liście budynków, poza biurami znalazły się ponadto prywatne rezydencje pracowników CIA. Rzecznik prasowy Agencji, Jennifer Dyck przyznała enigmatycznie, że utajnienie danych jest sprawą złożoną, szczególnie w dobie internetu. Jednocześnie odmówiła komentarza w kwestii podjętych działań, mających na celu zabezpieczenie całego systemu informacji. Źródło: 4Press.pl

Od tego roku wierzyciel ma prawo dokonać wyboru komornika z terytorium całego kraju. Musi jedynie złożyć wraz z nim oświadczenie na piśmie o skorzystaniu z prawa wyboru komornika. Przed zmianą ustawy o komornikach sądowych i egzekucji wierzyciel mógł dokonać wyboru komornika, ale z ograniczeniem do właściwości sądu apelacyjnego. Obecnie może wybierać komornika na terytorium całego kraju. Wierzyciel musi jednak pamiętać, że będzie musiał ponieść koszty czynności egzekucyjnych podejmowanych przez komornika poza jego rewirem. (...) wierzyciel powinien pamiętać o załączeniu oświadczenia na piśmie o skorzystaniu z prawa wyboru komornika. Musi się w nim powołać na art. 8 ust. 5 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji (Dz.U. z 2006 r. nr 167, poz. 1191), który mówi o prawie wierzyciela do dokonania takiego wyboru. Jeżeli nie złoży takiego oświadczenia, wybrany komornik przekaże wniosek do komornika, któremu sprawa przypadłaby zgodnie z właściwością ogólną. Z wniosku musi bowiem jasno wynikać, że wierzyciel dokonuje wyboru danego komornika, a nie, że nastąpiło błędne skierowanie wniosku egzekucyjnego. Źródło - Gazeta Prawna - czytaj całość: http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=2149.225.0.39.1.2.0.1.htm




Prawnik on-line
zadaj pytanie

Logowanie

login:
hasło:

Rejestracja

Słownik pojęć windykacyjnych

  • wywiad gospodarczy..
  • windykacja karna..
  • windykacja należności..
  • windykacja online..
  • windykator.
  • wywiadownia gospodarcza.
  • biały wywiad..
  • szary wywiad..
  • czarny wywiad..
  • poręczenie..
  • zastaw..
  • kara umowna..
  • egzekucja komornicza..
  • egzekucja notarialna..
  • przedawnienie roszczeń..
  • przelew należności..
  • skarga pauliańska..
  • hipoteka kaucyjna..
  • hipoteka umowna..
  • hipoteka przymusowa..
  • opłata egzekucyjna..
  • postępowanie nakazowe..
  • postępowanie uproszczone..
  • postępowanie upominawcze..
  • odsetki za zwłokę ..
  • nadanie klauzuli wykonalności..
  • skarga na czyności komornika..
  • agencja detektywistyczna..
  • detektywistyka..
  • prywatny Detektyw..
  • więcej ....

    Reklama
    Prywatna Agencja Wywiadowcza Redigo. Redigo - windykacja i wywiad gospodarczy, wykrywanie podsłuchów, usługi prawne.